Dobrze. Nie pisałam bo i o czym. Mogę zacząć marudzić. Mogę wysnuwać pseudointeligentne obserwacje, które i tak w moim wykonaniu by nie wyglądały. Zastanawiam się po co mi właściwie blog. Jak ktoś chce zobaczyć jak żyję to niech się odezwie. Może nie zawsze odbieram telefon a jeszcze częściej nie mam nic na koncie ale obecnie jest tyle możliwości, że nie ma większego porblemu. A jak kogoś nie interesuje moja osoba to pewno nawet tu nie zagląda :D
Nowości... zbliza się rok 2010. I jestem tym faktem przerażona. Gdzie do cholery tak pędzi ten czas?!
Stoi przede mną jakże ważny wybór specjalizacji. W zasadzie to juz wybrałam, ale czy dobrze... pewnie przekonam się jak skończę te studia.
Uczelnia jest super, grupa i rok jeszcze lepsze. Ale nie wiem czy jednak z kierunkiem trafiłam. "Potrzebujemy biotechnologów"- mówi Państwo. A ja się Państwa pytam, gdzie? Nawet na głupie praktyki mnie nie chcą.
Czy tylko mnie przeraża dorosłość, czy jest to uczucie nieodłącznie towarzyszące ludziom w moim wieku?
Kiedy patrzę na moich kolegów, wydaje mi się, że tylko mi spędza sen z powiek wizja niedalekiej przyszłości. Co będę robić po studiach? Czy szukać czegoś w Szczecinie czy nie marnować czasu i od razu uciekać za granicę? A może na wstępie zrezygnować ze wszystkiego co bym chciala bo realia i tak sprowadzą mnie do parteru?
"Jak będę bogatą Panią biotechnolog to chciałabym to, a jak pieniążki pozwolą to może i tamto...."
a znając życie będę Panią kasjerką albo salową w szpitalu po znajomości. Z kupą na gumowej rękawiczce i z mopem w garści mi przecież do twarzy.
Tylu moich utalentowanych, młodych, ambitnych znajomych tuła się ostatnio zagramanicą w poszukiwaniu pracy. I choć ja nie śmiem się do nich porównywać, zastanawiam się... skoro oni nie mogą znaleść pracy, ONI! to ja zginę marnie gdzieś pod mostem... ach! ah? nigdy nie wiem jakie "H" powinno być.
Albo ja jestem psychol. Zamęczam się nie wiem po co, na co. Męczę się dręcze, a przecież i tak jakoś to wyjdzie. Może powinnam podzielić beztroskę znajomych... co weekend nie pamiętać gdzie byłam, narobić sobie braków na uczelni coby studia były dłuższe i przyjemniejsze, albo w ogóle znich zrezygnować i łapać życie za ogon!
Za dużo pytań za mało odpowiedzi. Tak zawsze było i zawsze będzie. Tylko wkurwia mnie to niemiłosiernie...